-

Globalny

Z pierwszego Tłoczenia

W pałacu smakuje lepiej

Zacznę może od końca, czyli od kolacji, na którą po jakże udanej Konferencji w Tłokini skusiły mnie niezwykłe wnętrza i chęć zatrzymania tutejszej atmosfery na dłużej. W restauracji na piętrze, utrzymanej jak salon szlacheckiego domu, wybrałem mały stolik na uboczu, zupę grzybową oraz godną porcję pieczonej kaczki. Ta nie dość, że rozpływała się w ustach, to jeszcze poruszała serce na śląską nutę modrej kapusty z kluskami. Gdzieś w połowie zupy kilkoro z naszych Konferencjuszy, którzy widocznie wcześniej zarezerwowali największy z okrągłych stołów, przykiwali mnie doń uprzejmie acz zdecydowanie. Miejsca po prawej i lewej stronie zastałem wolne, siedząc jakby przed komisją gospodarzy, niemniej za chwilę miałem już po swojej prawicy Pana Piotera, Szefa Śląskiej Księgarni numizmatycznej (magia modrej?), a po lewicy dra Krzysztofa Kaczmarskiego z rzeszowskiego IPN.

Zdjąć to odium

W takich to okolicznościach zadałem Sąsiadowi z lewej pytanie dotyczące pierwszego wykładu, który wygłosił nt. „Rzeczpospolita Wielkiego Narodu: koncepcje geopolityczne Adama Doboszyńskiego”. W istocie chodziło o postać tragiheroiczną. Choć bezładnie, a pewnie i celowo wrzucany w ramki „polskiego narodowego antysemityzmu”, nie pasuje Doboszyński do wielu dzisiejszych stereotypów, przypisywanych tzw. prawicy, czy też „narodowcom”. Zdziwiłaby się dzisiejsza pobudzona patriotycznie polska młodzież, odziewająca się w powstańcze symbole i podobizny Żołnierzy Wyklętych. Doboszyńskiemu nie byłoby z nimi po drodze. Nie po drodze było mu z tymi, którzy lekką ręką przelewali polską krew. Odpowiedzialnych za wybuch Powstania Warszawskiego widziałby najchętniej przed Trybunałem Stanu. Rządowi gen. Sikorskiego wytykał m.in. miękkość w rozmowach ze Stalinem, który prawie pobity pod koniec 1941 roku byłby w stanie oddać Polsce dużo więcej, niż to było możliwe później. Ziemianin, dzielny żołnierz wojny polsko-bolszewickiej i wojny obronnej 1939 oraz walk we Francji został odznaczony Krzyżem Walecznych i francuskim Croix de Guerre. Nie był więc jakimś oderwanym od rzeczywistości pięknoduchem. Dobrze znał żołnierski honor, ale również cenę żołnierskiej, polskiej krwi. Jak ma się więc do jego postaci dzisiejsze oblicze „Ruchu Narodowego”? Nie znam go zbyt dobrze. Najbardziej utkwiła mi w świadomości postać ks. Jacka Międlara. Charyzmatyczny, apostolski, zmarnowany. Ale czas w końcu zadać to pytanie, które wciąż sobie zadaję, od tamtego wieczora w Tłokini: „Jak zdjąć całe to odium z Ruchu Narodowego”?

A może bardziej prosto i operatywnie: Czy ja zadałem sobie dotąd dość trudu, by Ruch Narodowy pojawił się na moim radarze? Czy nie jest tak, że wiele bytów politycznych nie ma prawa pokazać się w przestrzeni publicznej, a jeżeli już, to w formie folkloru, przystawki, pośmiewiska? Albo w formie „pożytecznych idiotyzmów”, dzięki których dowolną ilość polskiego mięsa armatniego można załadować w cokolwiek i wysłać gdziekolwiek w czyimkolwiek, ale nie naszym interesie (przy braku doktryny). Bo obawiam się, że choć to bardzo ładnie wygląda po latach wstawiania polskiej chorągiewki w psią kupę, to jednak obwieszanie się „Wyklętymi” do dużo lepszych efektów nie doprowadzi. Co to w końcu za różnica, czy mysz włazi kotu do gardła z miłości (inaczej), czy też wymachując dziarsko biało-czerwoną lancą (wykałaczką)?

Nagle dotarło do mnie, że Ruch Narodowy w wykonaniu Doboszyńskiego to myśl katolicka nie tylko lokalna, jak dzieła Feliksa Konecznego, ale też odwołująca się bezpośrednio np. do Gilberta K. Chestertona (znali się z Doboszyńskim osobiście) i jego koncepcji dystrybucjonizmu. Może warto sięgnąć po takie pisma omawianego autora, jak wydana w Londynie w 1945 r. „Ekonomia Miłosierdzia”, albo też po artykuł „Ekonomia Krwi” z jesieni roku 1943. I znowu powiększyła mi się lista lektur.

Niemcy mnie biją

Drugie ważne moim zdaniem, a chronologicznie pierwsze pytanie udało mi się zadać publicznie Prof. Grzegorzowi Kucharczykowi po jego wykładzie nt. „Niemcy – kraj rewolucji. Od reformacji do roku 1968”. Mógłby być moim guru. Gość wie co i o czym mówi, w końcu prowadzi warsztat nielichy: Pracownię Historii Niemiec i Stosunków Polsko-Niemieckich Polskiej Akademii Nauk. W mojej głowie pokutuje stereotyp Niemca-sztywniaka. Pomyliłem się, ale tylko trochę. Niemiec, owszem, rewolucjonistą bywa, ale te rewolucje okazują się być na sztywno wpisane w niemiecką doktrynę. A może nawet szerzej – w doktrynę niemiecko-francuską (Jak to, ktoś zakrzyknie, przecież to tacy zacięci wrogowie? Ano tak to, jakimś dziwnym trafem historia przynosi bliźniaczo podobne wolty Rzesz i Republik). Zapytałem, „Jak powinna wyglądać polska polityka zagraniczna wobec Niemiec”? Skoro to jest kraj przewidywalnie nieprzewidywalny, to chociaż zwycięski marsz niemieckich „Dzieci-Kwiatów” już piątą dekadę pochłania akademię, media i całe społeczeństwo, nie przeszkodziło to jednak tamtejszym luminarzom końca XX w. uznać Niemcy za nowe „Państwo Środka”, a resztę za „odpady” procesów geopolitycznych.

Odpowiedź otrzymałem cierpliwą, merytoryczną, zatroskaną, godna dobrego mistrza w swoim fachu. Należy odnowić w Polsce studia niemcoznawcze. Ani z miłości, ani z bohaterstwa, tylko ze zwykłej narodowej kalkulacji. Jak to bowiem możliwe, że niemieckie instytuty dostają od swoich władz spore granty na badania np. nad „polskim antysemityzmem”, a Polska musi się mierzyć w przestrzeni międzynarodowej z zarzutem „pisania historii na nowo”? Nie ma polskiej historii Niemiec od roku 1990. Kierunek zajęty. A przecież to już prawie 30 lat, jakby wyrwanych z poznawczego życiorysu. Kwestia powyższa przekłada się później na jakość kadr dyplomatycznych. Ambasadorzy do Niemiec powinni trafiać z najwyższego szczebla. Tak by dyktowała ekonomia, historia, analogie kulturowe i wszystko inne. Więcej środków powinno wpływać na działania w zakresie „soft power” – polskiej oferty naukowo-kulturalnej dla Niemców. Dlaczego relacjonuje tę zwięzłą a treściwą odpowiedź, którą ktoś może powinien jednak opatrzyć klauzulą „tajne przez poufne”? Ponieważ kierunek niemiecki polskiej polityki zagranicznej nie jest samooczywisty poprzez nasze trwanie w strukturach Unii Europejskiej. Żaden kierunek nie jest, ale ten zwłaszcza. Nasze współczesne stosunki z Niemcami to kolejna po Ruchu Narodowym sprawa, która powinna poważnie trafić na ekran społecznego radaru, nie mówiąc już o tym, że teren byłej NRD jest de facto terenem dla katolickiej Polski misyjnym. Ponad 70% dorosłych i 90% młodzieży deklaruje się tam jako ateiści, a jednocześnie napiera żywioł muzułmański.

Varia

Nie chcę przez to powiedzieć, że Konferencja zainteresowała mnie czy usatysfakcjonowała tylko w jednej trzeciej lub dwóch szóstych. Są po prostu kwestie, które bardziej czy mniej rezonują w danej głowie. W pozostałych czterech wystąpieniach odnalazłem wiele ciekawostek, a czasem i zaskoczeń. Lekki szok wywołała u mnie potęga niemieckiej polityki wizerunkowej manifestująca się nawet w estetycznym aspekcie obiegu pieniądza, a do tego siła symboli prezentowanych na walutach innych narodów w hołdzie tej pierwszej. Swój słownik geopolityczny wzbogaciłem o pojęcia „Heartlandu” i „Rimlandu”. Z wdzięcznością za dawkę świeżości i odprężenia pochłaniałem opowiadanie i przezrocza niezwykłych ekosystemów zamkowych. Zirytował mnie natomiast świetny skądinąd Dr Andrzej Gliwa. Gdyby ten wykład miał nieco inny tytuł, jak np. „Geneza stresu pourazowego brańców tatarskich …” – czułbym się o wiele lepiej osadzony w prezentowanym temacie. Dałoby się go nawet kontynuować na kolejnej konferencji np. z pomocą Prof. Łukasza Święcickiego. Taki oto dwugłos – Gliwa-Święcicki wydaje mi się o wiele bardziej produktywny od bardzo długiego (i a jakże, potrzebnego) rozbiegu, pozbawionego zdecydowanego wzlotu w stronę psychologii. Mi osobiście wystarczyłoby tyle: „Oprycznina na przykładzie ziem południowo-wschodnich Rzeczpospolitej w XVII w.” A w przyszłości: „Kraje bandyckie jako emanacja polityki międzynarodowej. Od opryczniny do państwa islamskiego”.

Laudacja (na serio)

Panie Gabrielu Maciejewski, Coryllusie i Wy Jego Wierna Drużyno – dziękuję, dziękuję, dziękuję! Przyjechałem z daleka, bo czułem, że dzieje się coś ważnego. I tak było w istocie. Mogłem sobie (i nie tylko) zadać parę ważnych pytań, poznać kolejne pojęcia, zatęsknić do nowych lektur. Gdybym chciał kultywować „Etos frajdy” – to frajdą jest dla mnie niewątpliwą, gdy „palące” pytania typu: „Kto z której partii komu bardziej przywalił?” albo „Kiedy Ruskie wejdą-nie wejdą?” udaje się zastępować treściami istotnymi, a przez to prawdziwymi, dobrymi i pięknymi.



tagi: tłokinia; ruch narodowy; niemcy 

Globalny
24 grudnia 2018 17:46
8     1242    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Magazynier @Globalny
24 grudnia 2018 18:37

Niezłe, powiem więcem bardzo dobre. Frajda czytania. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Globalny
25 grudnia 2018 01:16

Bardzo ciekawy debiut  !!!

zaloguj się by móc komentować

bolek @Globalny
25 grudnia 2018 10:06

Inaczej być nie może. Plus! :-)

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Globalny
25 grudnia 2018 11:40

Świętne, dziękuje. I wesołych Świąt!

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @Globalny
25 grudnia 2018 14:33

Dziękuję za podzielenie się z ciekawymi refleksjami.

Pozdrawiam BożeNarodzeniowo

zaloguj się by móc komentować

Globalny @Globalny
25 grudnia 2018 14:46

Dziękuję Przedmówcom za wielką dawkę pozytywnej energii. Dzięki Wam wigilijny debiut okazał się radosny. Błogosławionych Świąt i Nowego Roku życzę. Bóg się rodzi, moc truchleje, góra stoi :-)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Globalny 25 grudnia 2018 14:46
25 grudnia 2018 18:40

Bóg Zapłać za relację. Wszystkiego dobrego i wszelkich Łask Bożych.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Globalny
18 stycznia 2019 18:37

I ja tam byłem i limoniadę z Księdzem dobrodziejem piłem. Siedziałem naprzeciw prof. Kaczmarskiego. Porzućmy tę tytułomanię,profesorem albowiem prawdzim pan Kaczmarski jest, bo prawdziwym jest. 

Bardzo mi się podoba relacja Księdza. Mniejszą ilość plusów przypisuję tylko temu, że Ksiądz dopiero debiutuje w SN. Ponieważ nikt nie podjął wyzwania postawionego przez mój konkurs na streszczenie dyskusji i ponieważ Ksiądz najwięcej z piszących o konferencji napisał o dyskusjach, w takim razie nominuję Księdza na zwycięzcę mojego konkursu. Nagrodą w nim jest komiks "Noc św. Bartłomieja". Proszę o kontakt na PW. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować