-

Globalny

O nauczaniu historii w seminariach duchownych

Feliks i stara kantyczka

Zgodnie z daną w komentarzach obietnicą piszę w nawiązaniu do notki Gabriela Maciejewskiego sprzed tygodnia pt. „O ahistorycznej postawie księży”. Zacznę od cytatu z klasyka i od własnej wspominki duszpasterskiej. „Nie wszyscy lubią czytywać książki historyczne, bo powiadają - co ich obchodzi, co działo się na świecie przedtem, póki ich nie było; i po co przejmować się kłopotami nieboszczyków z dawnych pokoleń, skoro się ma dosyć własnych. Ale zainteresowaliby się od razu nieboszczykiem, choćby bardzo odległym, gdyby pozostał po nim... spadek. Od razu badaliby swoją "genealogię", tj. jak i z kim spowinowaceni byli jego ojcowie i dziadkowie, i jaką majętność, który z nich posiadał” – to Feliks Koneczny z pierwszych zdań „Świętych w dziejach narodu polskiego”. Kiedy 20 lat temu zdarzyło mi się z powodu niedyspozycji organisty przygotowywać śpiew dzieci do I Komunii Świętej (już sam zasiad półamatora za organami w średniowiecznym pocysterskim kościele sprawiał frajdę) celowo zignorowałem różne „Boże Światełka”, „Na jeziorze wielka burza”, czy nawet „Oto stoję u drzwi”, za to z paskudną konsekwencją trzymałem się „Pan Jezus już się zbliża” (niepomny na brzydką przeróbkę muzyka, co potem posłem został), „Bądźże pozdrowiona” czy „U drzwi Twoich”. Przyjąłem bowiem za moimi wykładowcami, że od „Mszy Świętej dziecięcej” (bądź dziecinnej) dużo lepsza jest „Msza z udziałem dzieci”. A zatem kierunek liturgii przebiega od percepcji dziecięcej ku „światu dorosłych”, nie zaś odwrotnie. Dzieci się nawet nie zawahały. Śpiewały na całe gardło uświęcone tradycją pieśni. Nigdy bowiem się nie zająknąłem, że to co mają śpiewać jest „stare i omszałe, dlatego bardzo wszystkich przepraszam, ale takie mam widzimisię”.

Armia radziecka z wami od dziecka

Problemy z nauką historii już od młodości bywają wielorakie, wymienię przynajmniej te natury „ideologicznej”:

- wieki (wziąwszy pod uwagę rozbiory) nieprawdy w anty-polskiej narracji historycznej. Z historii nowszej np. - co odważniejsi rodzice i dziadkowie mówili dzieciom o Katyniu, ale w szkole było odwrotnie. Prosta droga do kompletnego pomieszania i obłudy intelektualnej co najmniej. Maturę zdawałem w roku 1992, w 1993 z Polski wyszły oficjalnie wojska radzieckie. W sile wieku muszę się zmagać z własnym nasiąknięciem „baśnią socjalistyczną” (Stefan pokaż rogi). Wściekły byłem na Ks. Prof. Józefa Tischnera za przezywanie się z narodem „homo sovieticus”. Niepotrzebnie. Sytuacji nie polepszyły żadne narracje pookrągłostołowe, a nawet ją pogorszyły, włącznie ze współczesną „grupą rekonstrukcyjną sanacji”.

- fetysz „postępu”, cokolwiek miałby on oznaczać. „Wybierzmy przyszłość” i tym podobne przynęty. Albo fetysz nostalgii „Komuno wróć” – a co, poszła sobie dokądś? Zero realizmu i pragmatyzmu. A tymczasem o „nieboszczykach” uczyć się trzeba, bo to oni własność wypracowywali, zdobywali bądź tracili. Wiele mówi się o amputacji żywiołu żydowskiego z ziem polskich i jest to prawda, włącznie z „bólami fantomowymi”. Dlaczego jednak nie ma tyle bólu po amputacji ziemiaństwa? Ot, tak łatwo to sobie wytłumaczyć, w końcu musieli zniknąć na rzecz „postępu”. Czy jest na sali psychiatra? A może uczciwy historyk? Na sali w Szkole Nawigatorów – owszem. Ale nie na każdej, mówiąc optymistycznie, sali szkolnej i wykładowej.

- do tego dochodzi współczesne już celowe rozwalanie humanistyki, powielanie schematów odziedziczonych po nieuświadomionych propagandach, brak bądź sabotaż studiów na źródłach itp.

Czy instytucje kościelne są wolne od tych zjawisk?

Nie. Ale przynajmniej próbują być samoświadome problemu, czy chociażby strat rzutujących aż na dziś. Straty osobowe ciągną się od Katynia, Piaśnicy, Ponar i Dachau, żeby wymienić tylko symbole ludobójstwa polskiej inteligencji, w tym przedwojennego duchowieństwa. Obydwaj okupanci działali tutaj planowo i bardzo na swój sposób racjonalnie, stąd istotna reprezentacja duchowieństwa wśród elementów eksterminowanych. Po wojnie przyszły na instytucje kościelne, w tym działający od 1918 r. KUL, seminaria, diecezje i zakony represje materialne, personalne i szykany organizacyjne. Doktryna była, gorzej z budżetem i zasobami ludzkimi. I tak dziw, że osiągnęliśmy w tym czasie tak wiele, dzięki heroizmowi również tych kapłanów szerzej nieznanych. Mnie osobiście do Seminarium pociągnął najbardziej fakt przetrwania komuny przez Kościół. Głębsza refleksja i wiara przyszły później. Ale walka o przeżycie również przenosi się na doktrynę. Powraca kwestia „homo sovieticus”.

Księża nie są z innej gliny niż reszta społeczeństwa. Przed Seminarium uczą się w tych samych szkołach (chyba, że mają przywilej przejść przez Niższe Seminarium, co także ma swoje plusy i minusy), czytają te same gazety, książki, słuchają tych samych mediów co ich rówieśnicy. To, co mogą zrobić formatorzy i wykładowcy, to zwiększyć samoświadomość dotychczasowej obróbki socjotechnicznej i zaproponować „wybijanie klina klinem” – czyli obróbkę dyscyplinarno-kościelną. Jasio, kolega który na mój rocznik trafił jako dojrzałe chłopisko po wojsku i latach przepracowanych w stoczni jako spawacz (wciąż gorliwie pracuje jako wikariusz), przyznawał się szczerze, że w wojsku (tym z PRL!) było łatwiej.

Występują niestety również pewne braki samoświadomości. Np. ciągłe przypominanie przyszłym duchownym, żeby „nie zasłaniali ludziom Boga”. Bo ten sam Prof. Tischner frywolnie rzucał tekstem, iż „Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem.” Cóż, żeby stracić trzeba mieć. Ale na wszelki wypadek – „nie wtrącać się do polityki”, „nie mówić o pieniądzach”, „nie drażnić, nie głaskać, nie karmić”… Cóż, żeby człowiek lepiej znał historię Kościoła to by wiedział, że jak tu nie stanąć na głowie – diabeł zawsze ten sam, bez względu na umizgi i kokieterię. Tak Panie Gabrielu, w wielu wypadkach kościelna kokieteria może być postawą wytresowaną, zupełnie niepotrzebnie. Uderzyła mnie scena morderstwa Błogosławionego w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Nie pada tam ani jedno słowo. Zarówno kaci jak i ofiara wiedzą, że tutaj nie ma miejsca na kokieterię ani tłumaczenia. Jest po prostu brudna demonstracja mocy ciemności. Zupełnie jak w przypadku Jezusa przed Piłatem.

Z czego i jak uczyliśmy się historii Kościoła?

Seminarium ukończyłem w roku 1998. Dla mojego rocznika bazowym podręcznikiem był: J. Danielou, H. I. Marrou. Historia Kościoła. Instytut Wydawniczy PAX 1984-1988. Można było sobie również doczytać z nowszej lektury ks. Mariana Banaszaka: Historia Kościoła katolickiego. Wydawnictwo ATK 1987-1992. Oprócz tego mieliśmy zadawane sporo lektur, zwłaszcza w odniesieniu do starożytności chrześcijańskiej, z których następnie przedstawialiśmy pisemne omówienia, bądź pisaliśmy kolokwia. Obecnie w Seminarium, którego jestem absolwentem plan zajęć obejmuje przedmiot Historia Kościoła w wymiarze 3 godzin tygodniowo na roku I i 2 godzin tygodniowo na roku II. Wykładane są również inne przedmioty wprost bądź pośrednio historyczne: historia biblijna, historia filozofii, a także patrologia (nauka o Ojcach Kościoła), oraz elementy historii duchowości w ramach teologii duchowości.

Nauka historii była z pewnością łatwiejsza dla absolwentów liceów i in. szkół ogólnokształcących. W szkołach technicznych nie występował aż taki nacisk na przedmioty humanistyczne – koledzy po tych szkołach (jak np. Jasio) mieli więcej pracy przed egzaminami z historii i filozofii. Świadczy to o wypadkowej, jaką dla szkolnictwa wyższego stanowi szkolnictwo średnie. „Nawet tytuł naukowy nie zastąpi dobrej szkoły podstawowej” lub… lektur i opowiadań wyniesionych z domu. W liceum historii uczyła „brzytwa”. Kiedy z największej klasówki obejmującej II wojnę światową dostałem czwórkę z minusem jak iglica Pałacu Kultury i Nauki to skakałem tydzień z radości. Ostrość przedwcześnie zmarłej na nowotwór Pani Alicji nie wynikała wcale z samej konieczności wkuwania „książek telefonicznych”. Wciąż próbowała nam wytłumaczyć, co to znaczy „myślenie historyczne”. Jedni to mieli, większość nie miała. Dla mnie rewelacje Coryllusa bywają takim szokiem, że raczej chyba tego nie miałem…

Miałem natomiast inny problem: niezawodnym sposobem na zaśnięcie było dla mnie przerzucenie maksimum kilku stron wspomnianego wcześniej podręcznika PAX-owskiego. Podobny skutek odnosił monotonny głos księdza Tadeusza, który kiedyś przyznał się nam, że wolałby studiować filozofię, ale tak akurat potoczyły się jego losy. Co ciekawe, wykładający nam historię filozofii sędziwy ksiądz Grzegorz zwierzył nam się z kolei, że bardziej interesowała go historia Kościoła. Szkoda, że w odpowiednim czasie nie dało się ich podmienić. Albo to był mój problem, albo sprawka ogólniej panującej metody dydaktycznej, której skutkiem była niewidoczność lasu spoza drzew.

Non scholae, sed vitae discimus

Później przyszło kilka oświeceń – lepiej późno niż wcale. Pierwsze wiązało się z pracą w szkole, gdzie w pewnym momencie jasno zaczęto mówić o tzw. ścieżkach międzyprzedmiotowych. Np. ktoś mądry wpadł na pomysł, że dajmy na to, o Koperniku mówi się i na fizyce, i na historii, więc trzeba jakoś uczniom dać do zrozumienia, że chodzi o tę samą facjatę, epokę i całe przyległe wyposażenie. Zacząłem sobie zadawać pytanie, o ile piękniejsza byłaby moja wiedza, gdybym również w dziedzinie teologii kojarzył podobnie fakty z historii Kościoła, filozofii, duchowości i patrologii. Myślenie zjawiskami – nie zaś poszatkowanymi wpisami w encyklopedii. Z kolei podczas studiów doktoranckich z teologii fundamentalnej zetknąłem się z podejściem interdyscyplinarnym, w wyniku którego mamy do czynienia np. z psychologią religii, filozofią nauki, czy teologią kultury. Sama zresztą teologia fundamentalna jest tzw. „dyscypliną pogranicza” – która stoi „na progu” domu wiary, zaglądając zarówno do środka, jak i wyglądając „na zewnątrz”. Dlatego może zadawać pytania, o jakich np. teologia dogmatyczna nigdy nie śniła: Dlaczego Pismo Święte jest święte? Dlaczego mamy wierzyć bardziej Jezusowi niż Buddzie? Czym Kościół różni się od korporacji? Dlaczego istnieje tak wiele różnych wiar? W jaki sposób dochodzi do herezji i schizmy? etc.

I co teraz?

A teraz zawiozłem dwa zestawy Szkoły Nawigatorów – jeden mojemu Arcybiskupowi, a drugi do biblioteki seminaryjnej. A teraz czytam sobie rzeczy z Kliniki Języka. I zamiast żałować, żem wcześniej nie wiedział o co chodziło z tymi jarmarkami w Szampanii, to z takim wyposażeniem tym chętniej powrócę do sali szkolnej czy wykładowej. Na zaciekłe spory o PO i PiS odpowiadam: „Rozumiem, że możesz tak to odczuwać, ale rzeczywistość w tym względzie jest o wiele bogatsza” (a nie zawsze tak było!) Co do zaś cennego postulatu ponownego i szczegółowego odkrycia doktryny Papieża Grzegorza VII – nie do końca prawdą jest, że w polskiej literaturze stanowi ona białą plamę. Na liście lektur pojawia mi się w tym spektrum „Tiara i korona” Teodora Jeschke-Choińskiego z przełomu XIX i XX w. Sama postać Choińskiego nadaje się w naszym środowisku do bliższej analizy, nie mniej niż osoba Adama Doboszyńskiego. Przeszukałem blog i jak na razie nie został on wspomniany. A można przypuszczać, że twórczość autora „Tiary” pokrywa istotną część spektrum polskiej literatury, niewidocznej w cieniu Henryka Sienkiewicza, którego był zarówno przyjacielem, jak i adwersarzem. Żebyśmy tylko my, jako duchowni, uwolnili się od kompleksu „mieszania się do polityki”. Bo taką właśnie etykietą (podobnie skuteczną jak etykieta „antysemityzmu”) opatrzono zmagania Papieża o inwestyturę.



tagi: kościół  polityka  historia  seminaria  teodor jeschke-choiński  józef tischner 

Globalny
13 stycznia 2019 04:47
39     1626    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @Globalny
13 stycznia 2019 05:50

https://m.youtube.com/watch?v=7onE9micRoQ

Prawie płaczę z tęsknoty za czasem gdy spiewałamte stare pieśni. Zawarty w nich prosty katechizm. 

Bóg zapłać 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Globalny
13 stycznia 2019 05:52

Oczywiście  Tiara i Korona, koniecznie. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Globalny
13 stycznia 2019 08:10

Powiem rzecz straszną. Ja wiem, że Jeske-Choiński to postać symboliczna, ale ja tej "Tiary i korony" nie mogłem przeczytać. Sposób zbeletryzowania tej historii był dla mnie nie do zaakceptowania. 

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @Globalny
13 stycznia 2019 08:13

Ciekawa wypowiedź.

Proszę wpisać Teodor Jeske-Choiński i trochę jest informacji w internecie.

Można też znależć książki w bibliotece cyfrowej. Ja znalazłem dwie:

"Żydzi na tułactwie" Choiński T J wyd 1884 oraz "Poznaj Żyda" Jeske Choiński Teodor 1912

zaloguj się by móc komentować

Globalny @gabriel-maciejewski 13 stycznia 2019 08:10
13 stycznia 2019 08:43

Dlaczego zaraz straszną. To oznacza, że wspomnianą pracę szczegółowej analizy doktryny Papieża Grzegorza VII mamy jednak jeszcze przed sobą. A co do Jeske-Choińskiego - przynajmniej była taka alternatywa dla "pokrzepiania serc" i "przelewania krwi". Całkowicie od lat 50-tych ocenzurowana, w przeciwieństwie do Sienkiewicza (ach ci przebrzydli Krzyżacy).

zaloguj się by móc komentować

Globalny @Andrzej-z-Gdanska 13 stycznia 2019 08:13
13 stycznia 2019 08:45

Tak, miałem na myśli Szkołę Nawigatorów. Powoli zaczynam się interesować Ruchem Narodowym.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Globalny
13 stycznia 2019 08:51

Dziękuję za świetny tekst i wnikliwą analizę. Z własnego doświadczenia moge powiedzieć tyle, że  samokształcenie w zakresie szeroko pojętej historii daje najlepsze efekty. Nawet jeśli ktoś kierunkowo kształci się w "naukach historycznych" na uczelni (jak to było w moim przypadku), to bez pracy własnej trudno mówić o dogłębnej znajomości historii. No ale po to się kształciłem, żebym nie tylko ja, ale i inni mieli coś z tego.

A okupanci w czasie II wojny światowej celowo i z rozmysłem eksterminowali tych najlepszych, najaktywniejszych i najinteligentniejszych duchownych.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Globalny
13 stycznia 2019 09:31

Ludzie zwykle nie rozumieją, że to co się zdarzyło sto, trzysta, czy tysiąc lat temu ma większy wpływ na to jak dziś żyją niż PiS.

zaloguj się by móc komentować


matthias @Globalny
13 stycznia 2019 11:06

Historia to największa sojuszniczka katechezy szkolnej. Ma Ksiądz w 100% rację.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Globalny
13 stycznia 2019 15:16

Bardzo się cieszę, że ujawnił się Obrońca Starych Pieśni Kościelnych:))) Też należę do tego "tajnego związku". Przyznam, że trochę czy raczej bardzo wnerwiają mnie te wszystkie na siłę wmuszane w wiernych "nowe pieśni", które potrafią skatować niemożliwą muzyką i jeszcze straszniejszą treścią do granicy brzydkich myśli o autorach. To trochę tak jak z kolędami. Ponieważ rozmnożyły się "panie organistki", wierni są terroryzowani "słodkimi" kolędami (3-4 tytuły), które w dodatku panie bardziej "piszczą w najwyższych rejestrach" niż śpiewają.  Faceci wtedy mogą tylko cierpliwie milczeć:)))

PS. Nastał taki czas, że wszyscy, nie tylko seminaria duchowne,  musimy zabrać się do nowego poznawania historii własnego państwa i narodu i jest to zupełnie inna historia niż ta, której uczono nas  w PRL i którego nauczają władze III RP. Nie jest przypadkiem, że nauki humanistyczne nie zostały w III RP - zdekomunizowane, co uczyniono w Czechosłowacji i Niemczech zaraz po roku 1989. No ale wtedy nie utrzymałoby się z tytułami profesorskimi paru "autorytetów moralnych".

Dzięki za  przedstawienie "sytuacji programowej" w seminariach duchownych. Z jednej strony kiepsko z tym PAX-em ale z drugiej, czymże KK w PRL byłby w zakresie tekstów historycznych - "bez PAX-u". Taki to był "diabelski pakt", który jednakże uratował nas wszystkich od zupełnego skomunizowania świadomości historycznej katolików.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Globalny
13 stycznia 2019 15:16

" „wybijanie klina klinem” – czyli obróbkę dyscyplinarno-kościelną. Jasio, kolega który na mój rocznik trafił jako dojrzałe chłopisko po wojsku i latach przepracowanych w stoczni jako spawacz (wciąż gorliwie pracuje jako wikariusz), przyznawał się szczerze, że w wojsku (tym z PRL!) było łatwiej."

Też o tym słyszałem, od paru kleryków. Nie to żeby narzekali, ale uważali, że niektóre rzeczy wykraczały nieco poza zwyczajną dyscyplinę oraz naukę ascezy i ubóstwa.

Ładnie o tym napisał Valser we wczorajszej notce. Cystersi ćwiczą się w cnotach poprzez zwykłe praktyki klasztorne(praca, modlitwa, asceza, posłuszeństwo itd.), nic mniej i nic więcej, po co dokładać klerykom jeszcze dodatkowych ciężarów.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @pink-panther 13 stycznia 2019 15:16
13 stycznia 2019 15:23

"... które w dodatku panie bardziej "piszczą w najwyższych rejestrach" niż śpiewają.  Faceci wtedy mogą tylko cierpliwie milczeć:))) "

:)

Ja w takich chwilach sobie myślę, że skoro nie ma nikogo kto potrafiłby śpiewać, grać na organach czy w ogóle jakimkolwiek instrumencie to może lepiej żeby Msza była po prostu śpiewana przez kapłana, albo w ogóle mówiona.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Kuldahrus 13 stycznia 2019 15:23
13 stycznia 2019 16:12

Różne myśli możemy mieć, ale polityka "wtłaczania kobiet" do celebracji Mszy św. jest w niektórych diecezjach bardzo widoczna i w sumie żałosna. Dziewczyny "w dekoltach" i miniówach "koniecznie" czytające do Mszy św. kiedy obok kilku ministrantów -siedzi, to więcej niż uporczywe natręctwo. To sabotaż.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @pink-panther 13 stycznia 2019 16:12
13 stycznia 2019 16:25

Jeśli to córki prominentnych członkiń rady parafialnej, to proboszcz jest bezradny. Inni mężczyźni zresztą też.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Kuldahrus 13 stycznia 2019 15:23
13 stycznia 2019 16:27

Stare pieśni to porządna muzyka, pisana jeszcze przez Niemców. A dobry organista jest wart każdych pieniędzy.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @pink-panther 13 stycznia 2019 16:12
13 stycznia 2019 16:32

Jaki znowu sabotaż, Pantero? Urzeczywistnienie zasad tak bardzo lubianego powszechnie soboru.

zaloguj się by móc komentować

Globalny @Stalagmit 13 stycznia 2019 08:51
13 stycznia 2019 16:59

Słowo klucz: samokształcenie. Nauka bez pokory usycha.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Globalny
13 stycznia 2019 17:00

Ksiądz Jan Daniélou i Henryk Ireneusz Marrou, zdeklarowani moderniści, uczyli i zapewne nadal uczą seminarzystów historii Kościoła? Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Uczą tak, żeby zrozumiałe było, że w nowym porządku mszy wierni modlą się:

Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem itd.

a nie jak jest we mszy świętej w tradycyjnym rycie rzymskim, tu w tłumaczeniu polskim:

Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu, Najświętszej Maryi zawsze Dziewicy, świętemu Michałowi Archaniołowi, świętemu Janowi Chrzcicielowi, świętym Apostołom Piotrowi i Pawłowi, wszystkim Świętym i Tobie, Ojcze (celebransowi), że bardzo zgrzeszyłem itd.

Jeśli tylko Przewielebny Ojciec kieruje się w stronę tej drugiej wersji w połączeniu z tradycyjnym nauczaniem, które podkreśla moc obowiązującą teologii zastępstwa, natychmiast otrzyma miano antysemity.

zaloguj się by móc komentować


Globalny @krzysztof-laskowski 13 stycznia 2019 17:00
13 stycznia 2019 17:06

Na szczęście dalej jest:

Przeto błagam Najświętszą Maryję zawsze dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych i Was bracia i siostry...

Sens zachowany. A celebransowi to lepiej się spowiadać poza Mszą Święta.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Grzeralts 13 stycznia 2019 16:27
13 stycznia 2019 17:21

"Bóg się rodzi moc truchleje" jest napisana przez Niemca o nazwisku: Karpiński  ;-P

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Globalny 13 stycznia 2019 17:06
13 stycznia 2019 17:26

Ale sens jest nie całkiem oddany. Spowiedź powszechna została okrojona, tak że bracia i siostry zajęli miejsce księdza. W efekcie mało kto rozumie, że ksiądz pełni urząd wyższy od wszystkich urzędów świeckich razem wziętych.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @pink-panther 13 stycznia 2019 16:12
13 stycznia 2019 17:28

Możliwe, że to się powoli będzie wygaszać.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @mniszysko 13 stycznia 2019 17:21
13 stycznia 2019 19:43

W kolędach dominuje jednakowoż muzyka słynnego Autora Nieznanego ;) 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Globalny 13 stycznia 2019 17:00
13 stycznia 2019 19:49

To taki żart gruby był. Nie tylko struktura liturgii, ale i melodie pomagają się odnaleźć wiernemu gdziekolwiek na świecie. Nawet jeśli nie zna lokalnego języka. I psalmy śpiewane po węgiersku ciągle pozostają znajome :)

zaloguj się by móc komentować

Paris @Grzeralts 13 stycznia 2019 16:25
13 stycznia 2019 20:40

To fakt...

... ale jak sie parafianie wkurza, tak jak to bylo w mojej parafii - to corelki tych prominentnych czlonkow RP maja szlaban na czytanie i spiewanie z miejsca celebransa... obowiazki przejela pani organistka, skonczyly sie popisy... i bardzo przyzwoicie teraz to wychodzi.

zaloguj się by móc komentować

Globalny @Grzeralts 13 stycznia 2019 19:49
13 stycznia 2019 23:22

Żart czy nie - dałoby się wyodrębnić parę hymnów ekumenicznych, jak np. "Głoś Imię Pana". I ciekawe, że żelazny repertuar stanowią do dziś propagowane głównie przez Jezuitów pieśni do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Globalny
13 stycznia 2019 23:39

Wszystkie nasze dzienne sprawy...

A jutro:

Kiedy ranne wstają zorze...

Aniele Boży Stróżu mój...

P.S.

taka kotwica.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Globalny
14 stycznia 2019 08:51

Książka Jeske- Choińskiego leży przeczytana na moim biurku i to od kilku miesięcy. 

Wpis będzie miał tytuł "Gangi starego Kazimierza" i będzie trochę nawiązywał do filmu "Gangi Nowego Jorku". Nie będzie to może historia Kościoła, choć o okradanych kościołach trochę historii tam będzie.

Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy wpis.

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Kuldahrus 13 stycznia 2019 15:16
14 stycznia 2019 09:26

a kiedy asceza, ubóstwo wchodzi w życie świeckich? i jak to oddziałowywuje na pracę, posłuszeństwo, modlitwę? momentem jest zawsze wyzbycie z mienia decyzjami administracyjnymi: brak pracy, brak mienia, zerwane wszystkie dotychczasowe więzi z otoczeniem, konfrontacje z otoczeniem administracyjnym i innymi, ;- wtedy problem ascezy i ubóstwa ma oblicze 0.0/100/200/.. zł/m-c a skala ćwiczeń: jak przeżyć? to świat o jakim nie mamy nawet świadomości, że istnieje wokół nas

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @Globalny
14 stycznia 2019 10:02

Wspomnienia: Bp Józef Zawitkowski - obecnie biskup pomocniczy diecezji łowickiej

„Dlaczego oni śpiewają"

 Przypadło mi więc kiedyś na konferencji księży dziekanów mówić o pieśni religijnej, dawniej, dzisiaj i jutro. W czasie referatu Ksiądz Prymas przerwał pisanie, zdjął okulary i podpierając swoją zmęczoną twarz chciał słuchać. A kiedy była przerwa, zapytał:

— Słuchaj? To jak to jest z tym „Mój Mistrzu"?

Była wtedy modna taka piosenka religijna „Mój Mistrzu". Napisała ją siostra Magdalena. Melodia ta oparta była na motywach przedwojennej kabaretowej piosenki: „Hanko! O tobie marzę wśród bezsennych nocy".

Ksiądz Prymas chciał, żeby mu zaśpiewać i żeby mu wytłumaczyć, gdzie jest powtórzona melodia. Bardzo był tym zainteresowany i zaniepokojony. Ale na końcu powiedział:

— Wiesz co?... Skoro to jest modne, to dobrze, bo moda przejdzie...
I rzeczywiście Ksiądz Prymas słusznie prorokował. Wszystkie mody

przechodziły, piosenki mijały. Zostawało to, co jest w Kościele wartościowe, i to, co będzie godne chwały Pana Boga.http://stefwysz.blogspot.com/2011/11/wspomnienia-bp-jozef-zawitkowski.html

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @Globalny
14 stycznia 2019 10:09

Jak ten czas leci! Kto by pomyślał, że minął już 50 rok od wykonania w kościele w Podkowie Leśnej pod Warszawą „Mszy beatowej”, do której muzykę napisała Katarzyna Gaertner, zaś teksty kolęd – oczywiście te spoza mszalnego kanonu – napisała Joanna Kulmowa i nieżyjący już od prawie 20 lat Kazimierz Grześkowiak (czy nie we współpracy z innym lubelskim satyrykiem, Kazimierzem Łojanem?), bardziej znany z utworu „Chłop żywemu nie przepuści!” Proboszczem w Podkowie Leśnej był wówczas ksiądz Leon Kantorski. To był bardzo oryginalny ksiądz, za pierwszej komuny nękany przez SB, no a teraz – kto wie? 

....Tymczasem wtedy z przyjemnością słuchało się pastorałki Joanny Kulmowej: „Słuchajcie w podziwieniu o Bożym Narodzeniu, o Bożym o Człowieczym, o przenajświętszej rzeczy. A my, ludkowie prości...” - i tak dalej. No a potem, już po protektoratem prymasa Wyszyńskiego, zainaugurowane zostały Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej. Na pierwszym, w ramach „Koncertu Jednego wiersza”, Halina Mikołajska deklamowała utwór Kazimiery Iłłakowiczówny: „Nie można tego obejść: Bóg jest wszędzie! W każdym dziwnym i strasznym obrzędzie. Wywołuje go nie tylko modlitw kadzidlany kwiat, ale i szubienica i topór i kat. Bóg jest w sędzi, który sądzi krzywo i w świadku, co przysięga na prawdę fałszywie, nie może nie być. I to mnie przestrasza, bo jeśli w świętym Piotrze, to także – w Judaszu; jeśli w Żydzie zamęczonym niewinnie przez Niemców, to także w Niemcach tych?...” Co tu dużo gadać; były czasy! St.Michalkiewicz

http://podkowalesna.pl/miasto-ogrod/miasto-ogrod-aktualnosci/ks-leon-kantorski/

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @Krzysztof5 14 stycznia 2019 10:02
14 stycznia 2019 10:19

Takich religijnych piesniczek opartych na melodiach popularnych swieckich piosenek jest calkiem sporo. Ja pamietam pielgrzymkowa "zeby sie dobrze szlo" piosenke na melodie "Alice"(who the f... is Alice) - "Wspaniala Matko".  I pare innych podobnych tworow.

zaloguj się by móc komentować



Brzoza @Krzysztof5 14 stycznia 2019 10:02
15 stycznia 2019 07:06

Ksiądz Prymas to bardzo poważny człowiek. Dziękuję za historię.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Globalny 13 stycznia 2019 23:22
15 stycznia 2019 07:13

I bardzo dobrze. Do "Głoś imię Pana" do dziś mam sentyment pochodzący z czasów życia na obczyźnie. 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @Globalny
15 stycznia 2019 07:40

> kierunek liturgii przebiega od percepcji dziecięcej ku „światu dorosłych”, nie zaś odwrotnie. Dzieci się nawet nie zawahały. Śpiewały na całe gardło uświęcone tradycją pieśni.

:)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować